To już 75 dni od wypadku samolotu, w którym zginęli moi rodzice.
To już 50 dni odkąd zaadoptował mnie tan frajer.
To już 50 nocy, w które zbieram się by od niego uciec.
To już 75 dni, w które za dnia udaję silną.
To już 75 dni każdy trudniejszy od poprzedniego.
To już 50 dni, w które marzę, aby przeprosił za wszystko co zrobił.
To już tysiące czarnych myśli.
To już miliony wypłakanych łez.
Ehh wszyscy myślą, że wyjście z domu dziecka było dla mnie błogosławieństwem. Nawet nie wiedzą jak się mylą... Mieszkam na tej samej ulicy, co wcześniej-z rodzicami, a to tylko pogarsza mój stan. Codziennie wracając ze szkoły widzę to miejsce-miejsce, w którym się wychowywałam.
On mnie codziennie obmacuje i czasami wykorzystuje, i zabrania mi to mówić komukolwiek. Mówi, że jeśli komuś powiem co się tu dzieje to tego pożałuję, a ja się go zwyczajne boję... No cóż takie życie...
Za rok będę miała 18 lat i się od niego wyprowadzę.
W dzień twarda, emanująca siłą psychiczną, która ciśnie po wszystkich napotkanych ścierwach, a nocą bezbronna i cholernie wrażliwa dziewczyna, która dławi się własnymi łzami, bo nie może ogarnąć swojego życia-cała ja.
Nie mam żadnych przyjaciół, bo nie dopuszcczam nikogo do siebie. Ludzie już mnie zdecydowanie za bardzo mnie skrzywdzili.
Muszę też codziennie nosić dres, który jest moim ratunkiem-zakrywa wszystkie moje kształty. Nie maluję się też. To wszystko, aby ani on ani żaden inny facet nie nabrał ochoty. Jednak czasami nocą wymykam się oknem ładnie ubrana i umalowana,ale o tym innym razem...
Chciałabym, żeby to wszystko się skończyło. Jedyne co mi pomaga to cięcie się. Wiem, że to złe i tak dalej... Ale ja już nie chcę być na tym świecie, w którym jednyną bliską osobą jest moja sąsiadka, a drugą jest mój wujek, który ma mnie w dupie i jeździ po świecie z jakimś pieprzonym zespolikiem.
Jedno cięcie-stużek krwi, ale nic poza nim. Drugie cięcie trochę głębsze. I nadeszła kolej na trzecie- ostatnie. Zawsze tak robię, to mi pomaga. Uwielbiam tą ulgę po cięciu sie, nawet jeśli to zabrzmie psychicznie.
Siedzę w łazience, oparta głową o wanne z zamkniętymi oczamii stużkiem krwi cieknącym zmojej ręki. Jakby ktoś tu wszedł to by stwierdził, że nie żyję. Oczywiście z przerwami, aby to pisać.
Krew zaczyna zasychać, muszę posprzątać to wszystko, póki George nie przyszedł.
Już posprzątałam całą łazienkę. Boje się jego powrotu.
Słyszę jego kroki. Woła mnie. Muszę iść.
xxChachi
On mnie codziennie obmacuje i czasami wykorzystuje, i zabrania mi to mówić komukolwiek. Mówi, że jeśli komuś powiem co się tu dzieje to tego pożałuję, a ja się go zwyczajne boję... No cóż takie życie...
Za rok będę miała 18 lat i się od niego wyprowadzę.
W dzień twarda, emanująca siłą psychiczną, która ciśnie po wszystkich napotkanych ścierwach, a nocą bezbronna i cholernie wrażliwa dziewczyna, która dławi się własnymi łzami, bo nie może ogarnąć swojego życia-cała ja.
Nie mam żadnych przyjaciół, bo nie dopuszcczam nikogo do siebie. Ludzie już mnie zdecydowanie za bardzo mnie skrzywdzili.
Muszę też codziennie nosić dres, który jest moim ratunkiem-zakrywa wszystkie moje kształty. Nie maluję się też. To wszystko, aby ani on ani żaden inny facet nie nabrał ochoty. Jednak czasami nocą wymykam się oknem ładnie ubrana i umalowana,ale o tym innym razem...
Chciałabym, żeby to wszystko się skończyło. Jedyne co mi pomaga to cięcie się. Wiem, że to złe i tak dalej... Ale ja już nie chcę być na tym świecie, w którym jednyną bliską osobą jest moja sąsiadka, a drugą jest mój wujek, który ma mnie w dupie i jeździ po świecie z jakimś pieprzonym zespolikiem.
Jedno cięcie-stużek krwi, ale nic poza nim. Drugie cięcie trochę głębsze. I nadeszła kolej na trzecie- ostatnie. Zawsze tak robię, to mi pomaga. Uwielbiam tą ulgę po cięciu sie, nawet jeśli to zabrzmie psychicznie.
Siedzę w łazience, oparta głową o wanne z zamkniętymi oczamii stużkiem krwi cieknącym zmojej ręki. Jakby ktoś tu wszedł to by stwierdził, że nie żyję. Oczywiście z przerwami, aby to pisać.
Krew zaczyna zasychać, muszę posprzątać to wszystko, póki George nie przyszedł.
Już posprzątałam całą łazienkę. Boje się jego powrotu.
Słyszę jego kroki. Woła mnie. Muszę iść.
xxChachi
~~~~~~
Hej!
Dzisiaj 31 sierpnia-Dzień blogera!!!
Dzisiaj 31 sierpnia-Dzień blogera!!!
Więc tak. To mój pierwszy blog. Będę dawać z siebie wszystko, obiecuję!!! Z góry przepraszam za błędy.
Rozdziały będę dodawać co tydzień w niedziele, jeśli będę dążyć to nawet szybciej.
Jak Wam minęły wakacje?
Pozdrawiam xx