Moi drodzy czytelnicy, zważywszy na moją długą nieobecność, brak czasu i pomysłów ogłaszam, że usuwam bloga. Dokładnie 01.02.2015 r. dodam nowy blog i usunę ten. Nowy blog będzie się opierał na tej historii. Może nawet będzie miał prolog i 1. rozdział z obecnego.
Przepraszam za utrudnienia. Jeśli ktoś to czyta niech sobie zapisze adres do mojego profilu i wejdzie 1 lutego w ten adres https://plus.google.com/u/0/117442801617098171581/posts (mój nowy profil).
Jeszcze raz przepraszam, pomimo braku pewności czy ktoś oprócz mnie tu wchodzi...
I'm gonna swing from the chandelier
Funfiction o One Direction i Chachi Gonzales. "Wszyscy mówią, że życie jest wspaniałe. Jednak ja-Chachi Gonzales na własnej skórze przekonałam się, że to kłamstwo. Myślisz, że ktoś to może zmienić? A miłość? Kolejne kłamstwo! Ja nigdy jej nie zaznałam i wątpie, by kiedykolwiek to się zdażyło."
sobota, 17 stycznia 2015
niedziela, 7 września 2014
Rozdział 1
-Chachi!!!- Boże, co on może ode mnie chcieć? Cholernie się boję!
- Biegnę!-Wybiegłam z łazienki tak szybko, że mocno uderzyłam ramieniem w drzwi. Nie ważne, muszę się szybko stawić, bo on nienawidzi czekać.
Już ostatni schodek. Widzę jego rozwsieczoną twarz. O nie, błagam, tylko nie to!
-Czemu obiad nie jest zrobiony? A naczynia? Czemu nie są umyte?- zaraz się zacznie. Pobije mnie albo zgwałci. Albo i to, i to.
-Przepraszam, straciłam poczucie czasu. Obiad będzie za 10 minut.- już za późno na tłumaczenie, wiem to bardzo dobrze.
Poczułam jego otwartą dłoń na swoim policzku. Tym razem udeżył mocniej niż zazwyczaj. To zły znak. Zdjął pasek, który zapewne zaraz znajdzie się na moim ciele. Co z nim jest do cholery nie tak?
-Jedzenie ma być zawsze gotowe, gdy wracam, a dom posprzątany!-wydarł się na mnie, po czym uderzył mnie paskiem w rękę, brzuch i plecy.
Nagle po całym domu rozległ się dzwonek do drzwi. Dzięki Bogu! Ktoś mnie właśnie zbawił!
-Chachi, masz otworzyć drzwi...-zrobił krótką pauzę- ...i nikomu nie mów co się stało.-dodał dużo ciszej.
-Dobrze, proszę Pana.- kazał mi się tak do siebie zwracać. Idiota...
Otworzyłam drzwi, a tam ukazało się sześciu mężczyzn. Jeden jakoś w wieku mojego taty, który zginął... Był bardzo muskularny, a resztę skądś kojarzyłam. Ta 5 była jakoś w moim wieku.
-Dzień dobry.
-Dzień dobry. Szukam mieszkania Davida i Guadalupe Gonzales.-powiedział a moje serce stanęło. Co on chciał od moich rodziców, którzy już nie żyją...
-A kim pan dla nich jest?- to pytnie było głupie. On mógł dostarczać jakąś starą przesyłkę. Mogłam się chwile zastanowić nad tym pytaniem...
-Jestem Paul. Przyrodni brat Davida, a ty?
-Olivia Gonzales. Troszeczkę się spóźniłeś wujku. Moi rodzice już zginęłli, kiedy ty jeździłeś z tyąm pieprzonym zespolikiem gejów po świecie.-Ci goście za wujkiem spojrzeli na siebie znacząco, nie mam pojęcia o co im chodzi, ale teraz mnie to wcale nie obchodzi.
Właśnie stoi przede mną ostatnia bliska mi osoba, która wolała zajmować się rozwydrzonymi bachorami, którym szajba odbija przez te ich pieniądze zamiast mną...
Łzy zaczęły mi się zbieraczać w oczach, więc ugryzłam się w policzek i zaczełam mrugać. To zawsze pomagało.
1. zasada Chachi Gonzales brzmi: nigdy nie okazuj uczuć.
-Olivia? To ty? Co Ci się stało w policzek?-pokazał na ślad na moim policzku, o którym już zdążyłam zapomniec.-I czemu tu jesteś? I ten czerwony pasek na ręce?- dobrze, że pasek trafił prosto w blizny po cięciu, chociaż o nie się nie pyta.
Spojrzałam na tych pięciu gości za nim. To muszą być te gwiazdki, mają drogie ciuchy, ale wolę nic nie mówić na wszelki wypadek. I te ich nieogarniające spojrzenia. Coś w stylu: kurwa, o co tu chodzi?
-Tak, kurwa, ja. Tak spończyłam-pokazałam na policzek- przez śmierć rodziców. Zostałam adoptowana przez jakiegoś pedofila, kiedy ty się bawiłeś w najlepsze!-Wykrzyczałam mu w twarz. Mam nadzieję, że George tego nie usłyszał.
-Olivia, a mogłabyś pójść z nami na kawę i mi szystko wytłumaczyć?-prawdę mówiąc chciałam stąd uciec. Może Paul mi w tym pomoże? Ale i tak nie będę dla niego miła. Mógł mnie uratować od Georga, ale wolał szfędać się z tym zespolikiem jebanym.
-A chcesz, żeby to się powtórzyło?-zapytałam i pokazałam policzek. Ci za nim gapili się z otwratymi buźami.
-Uważajcie, bo Wam muchy do gęb powpadają.-zwruciłam się do tych młotków.
Paul mi nie odpowiedział na moje pytanie. Popatrzył się na mnie, a potem wszedł do domu Georga zanim zdążyłam go powstrzymać...
- Biegnę!-Wybiegłam z łazienki tak szybko, że mocno uderzyłam ramieniem w drzwi. Nie ważne, muszę się szybko stawić, bo on nienawidzi czekać.
Już ostatni schodek. Widzę jego rozwsieczoną twarz. O nie, błagam, tylko nie to!
-Czemu obiad nie jest zrobiony? A naczynia? Czemu nie są umyte?- zaraz się zacznie. Pobije mnie albo zgwałci. Albo i to, i to.
-Przepraszam, straciłam poczucie czasu. Obiad będzie za 10 minut.- już za późno na tłumaczenie, wiem to bardzo dobrze.
Poczułam jego otwartą dłoń na swoim policzku. Tym razem udeżył mocniej niż zazwyczaj. To zły znak. Zdjął pasek, który zapewne zaraz znajdzie się na moim ciele. Co z nim jest do cholery nie tak?
-Jedzenie ma być zawsze gotowe, gdy wracam, a dom posprzątany!-wydarł się na mnie, po czym uderzył mnie paskiem w rękę, brzuch i plecy.
Nagle po całym domu rozległ się dzwonek do drzwi. Dzięki Bogu! Ktoś mnie właśnie zbawił!
-Chachi, masz otworzyć drzwi...-zrobił krótką pauzę- ...i nikomu nie mów co się stało.-dodał dużo ciszej.
-Dobrze, proszę Pana.- kazał mi się tak do siebie zwracać. Idiota...
Otworzyłam drzwi, a tam ukazało się sześciu mężczyzn. Jeden jakoś w wieku mojego taty, który zginął... Był bardzo muskularny, a resztę skądś kojarzyłam. Ta 5 była jakoś w moim wieku.
-Dzień dobry.
-Dzień dobry. Szukam mieszkania Davida i Guadalupe Gonzales.-powiedział a moje serce stanęło. Co on chciał od moich rodziców, którzy już nie żyją...
-A kim pan dla nich jest?- to pytnie było głupie. On mógł dostarczać jakąś starą przesyłkę. Mogłam się chwile zastanowić nad tym pytaniem...
-Jestem Paul. Przyrodni brat Davida, a ty?
-Olivia Gonzales. Troszeczkę się spóźniłeś wujku. Moi rodzice już zginęłli, kiedy ty jeździłeś z tyąm pieprzonym zespolikiem gejów po świecie.-Ci goście za wujkiem spojrzeli na siebie znacząco, nie mam pojęcia o co im chodzi, ale teraz mnie to wcale nie obchodzi.
Właśnie stoi przede mną ostatnia bliska mi osoba, która wolała zajmować się rozwydrzonymi bachorami, którym szajba odbija przez te ich pieniądze zamiast mną...
Łzy zaczęły mi się zbieraczać w oczach, więc ugryzłam się w policzek i zaczełam mrugać. To zawsze pomagało.
1. zasada Chachi Gonzales brzmi: nigdy nie okazuj uczuć.
-Olivia? To ty? Co Ci się stało w policzek?-pokazał na ślad na moim policzku, o którym już zdążyłam zapomniec.-I czemu tu jesteś? I ten czerwony pasek na ręce?- dobrze, że pasek trafił prosto w blizny po cięciu, chociaż o nie się nie pyta.
Spojrzałam na tych pięciu gości za nim. To muszą być te gwiazdki, mają drogie ciuchy, ale wolę nic nie mówić na wszelki wypadek. I te ich nieogarniające spojrzenia. Coś w stylu: kurwa, o co tu chodzi?
-Tak, kurwa, ja. Tak spończyłam-pokazałam na policzek- przez śmierć rodziców. Zostałam adoptowana przez jakiegoś pedofila, kiedy ty się bawiłeś w najlepsze!-Wykrzyczałam mu w twarz. Mam nadzieję, że George tego nie usłyszał.
-Olivia, a mogłabyś pójść z nami na kawę i mi szystko wytłumaczyć?-prawdę mówiąc chciałam stąd uciec. Może Paul mi w tym pomoże? Ale i tak nie będę dla niego miła. Mógł mnie uratować od Georga, ale wolał szfędać się z tym zespolikiem jebanym.
-A chcesz, żeby to się powtórzyło?-zapytałam i pokazałam policzek. Ci za nim gapili się z otwratymi buźami.
-Uważajcie, bo Wam muchy do gęb powpadają.-zwruciłam się do tych młotków.
Paul mi nie odpowiedział na moje pytanie. Popatrzył się na mnie, a potem wszedł do domu Georga zanim zdążyłam go powstrzymać...
~~~~~~
Przepraszam, że taki krótki, ale musiałam przerwać w tym momencie :P
Boże, początek szkoły, a ja już padam. :c
Pierwszy tydzień szkoły zaliczony, mogę wakacje?
Boże, początek szkoły, a ja już padam. :c
Pierwszy tydzień szkoły zaliczony, mogę wakacje?
niedziela, 31 sierpnia 2014
PROLOG
To już 75 dni od wypadku samolotu, w którym zginęli moi rodzice.
To już 50 dni odkąd zaadoptował mnie tan frajer.
To już 50 nocy, w które zbieram się by od niego uciec.
To już 75 dni, w które za dnia udaję silną.
To już 75 dni każdy trudniejszy od poprzedniego.
To już 50 dni, w które marzę, aby przeprosił za wszystko co zrobił.
To już tysiące czarnych myśli.
To już miliony wypłakanych łez.
Ehh wszyscy myślą, że wyjście z domu dziecka było dla mnie błogosławieństwem. Nawet nie wiedzą jak się mylą... Mieszkam na tej samej ulicy, co wcześniej-z rodzicami, a to tylko pogarsza mój stan. Codziennie wracając ze szkoły widzę to miejsce-miejsce, w którym się wychowywałam.
On mnie codziennie obmacuje i czasami wykorzystuje, i zabrania mi to mówić komukolwiek. Mówi, że jeśli komuś powiem co się tu dzieje to tego pożałuję, a ja się go zwyczajne boję... No cóż takie życie...
Za rok będę miała 18 lat i się od niego wyprowadzę.
W dzień twarda, emanująca siłą psychiczną, która ciśnie po wszystkich napotkanych ścierwach, a nocą bezbronna i cholernie wrażliwa dziewczyna, która dławi się własnymi łzami, bo nie może ogarnąć swojego życia-cała ja.
Nie mam żadnych przyjaciół, bo nie dopuszcczam nikogo do siebie. Ludzie już mnie zdecydowanie za bardzo mnie skrzywdzili.
Muszę też codziennie nosić dres, który jest moim ratunkiem-zakrywa wszystkie moje kształty. Nie maluję się też. To wszystko, aby ani on ani żaden inny facet nie nabrał ochoty. Jednak czasami nocą wymykam się oknem ładnie ubrana i umalowana,ale o tym innym razem...
Chciałabym, żeby to wszystko się skończyło. Jedyne co mi pomaga to cięcie się. Wiem, że to złe i tak dalej... Ale ja już nie chcę być na tym świecie, w którym jednyną bliską osobą jest moja sąsiadka, a drugą jest mój wujek, który ma mnie w dupie i jeździ po świecie z jakimś pieprzonym zespolikiem.
Jedno cięcie-stużek krwi, ale nic poza nim. Drugie cięcie trochę głębsze. I nadeszła kolej na trzecie- ostatnie. Zawsze tak robię, to mi pomaga. Uwielbiam tą ulgę po cięciu sie, nawet jeśli to zabrzmie psychicznie.
Siedzę w łazience, oparta głową o wanne z zamkniętymi oczamii stużkiem krwi cieknącym zmojej ręki. Jakby ktoś tu wszedł to by stwierdził, że nie żyję. Oczywiście z przerwami, aby to pisać.
Krew zaczyna zasychać, muszę posprzątać to wszystko, póki George nie przyszedł.
Już posprzątałam całą łazienkę. Boje się jego powrotu.
Słyszę jego kroki. Woła mnie. Muszę iść.
xxChachi
On mnie codziennie obmacuje i czasami wykorzystuje, i zabrania mi to mówić komukolwiek. Mówi, że jeśli komuś powiem co się tu dzieje to tego pożałuję, a ja się go zwyczajne boję... No cóż takie życie...
Za rok będę miała 18 lat i się od niego wyprowadzę.
W dzień twarda, emanująca siłą psychiczną, która ciśnie po wszystkich napotkanych ścierwach, a nocą bezbronna i cholernie wrażliwa dziewczyna, która dławi się własnymi łzami, bo nie może ogarnąć swojego życia-cała ja.
Nie mam żadnych przyjaciół, bo nie dopuszcczam nikogo do siebie. Ludzie już mnie zdecydowanie za bardzo mnie skrzywdzili.
Muszę też codziennie nosić dres, który jest moim ratunkiem-zakrywa wszystkie moje kształty. Nie maluję się też. To wszystko, aby ani on ani żaden inny facet nie nabrał ochoty. Jednak czasami nocą wymykam się oknem ładnie ubrana i umalowana,ale o tym innym razem...
Chciałabym, żeby to wszystko się skończyło. Jedyne co mi pomaga to cięcie się. Wiem, że to złe i tak dalej... Ale ja już nie chcę być na tym świecie, w którym jednyną bliską osobą jest moja sąsiadka, a drugą jest mój wujek, który ma mnie w dupie i jeździ po świecie z jakimś pieprzonym zespolikiem.
Jedno cięcie-stużek krwi, ale nic poza nim. Drugie cięcie trochę głębsze. I nadeszła kolej na trzecie- ostatnie. Zawsze tak robię, to mi pomaga. Uwielbiam tą ulgę po cięciu sie, nawet jeśli to zabrzmie psychicznie.
Siedzę w łazience, oparta głową o wanne z zamkniętymi oczamii stużkiem krwi cieknącym zmojej ręki. Jakby ktoś tu wszedł to by stwierdził, że nie żyję. Oczywiście z przerwami, aby to pisać.
Krew zaczyna zasychać, muszę posprzątać to wszystko, póki George nie przyszedł.
Już posprzątałam całą łazienkę. Boje się jego powrotu.
Słyszę jego kroki. Woła mnie. Muszę iść.
xxChachi
~~~~~~
Hej!
Dzisiaj 31 sierpnia-Dzień blogera!!!
Dzisiaj 31 sierpnia-Dzień blogera!!!
Więc tak. To mój pierwszy blog. Będę dawać z siebie wszystko, obiecuję!!! Z góry przepraszam za błędy.
Rozdziały będę dodawać co tydzień w niedziele, jeśli będę dążyć to nawet szybciej.
Jak Wam minęły wakacje?
Pozdrawiam xx
Subskrybuj:
Posty (Atom)